Pomagam rodzicom
towarzyszyć
dziecku w internecie.
Zajmuję się cyberbezpieczeństwem zawodowo, a po godzinach tłumaczę rodzicom, jak spokojnie rozmawiać z dzieckiem o internecie i co ustawić w telefonie. Bez żargonu, bez straszenia i bez podglądania dziecka.


Dziecko i tak trafi do internetu. Ważne, żeby wiedziało, co zrobić, kiedy coś pójdzie nie tak, i przyszło z tym do Ciebie.
Rodzic, który nie panikuje.
Chcę, żeby po kursie rodzic wiedział, co ustawić w telefonie, co powiedzieć dziecku i do kogo zadzwonić, gdy coś się stanie. Resztę załatwia zwykłe wychowanie.
Kursy i narzędzia na jeden wieczór.
Tłumaczę internet dzieci na sytuacje, które znasz: rozmowa przy kolacji, umowa na lodówce, ustawienia robione razem z dzieckiem. Bez dostępu do jego wiadomości i historii.
Cztery rzeczy, których się trzymam
Wpływają na to, co jest w kursie, i na to, czego w nim nie ma: instrukcji podglądania dziecka, statystyk bez źródła i straszenia.
Edukacja zamiast kontroli
Zakaz działa do pierwszego telefonu kolegi. Dlatego uczę dziecko zauważać, że coś jest nie tak, i prosić o pomoc zamiast to ukrywać.
„Filtr nie pójdzie z dzieckiem do kolegi.”

Nie odcinam od technologii
Dzieci i tak z niej korzystają: w szkole, u kolegów, na lekcjach. Wolę, żeby robiły to przygotowane, a nie uczyły się dopiero wtedy, gdy coś się stanie.
„Nasi rodzice nie musieli o tym myśleć. My musimy.”

Relacja ważniejsza niż aplikacja
Dziecko, które wie, że może przyjść z dziwnym filmikiem albo złośliwym komentarzem i nie dostanie za to kary, powie Ci więcej, niż pokaże jakakolwiek aplikacja do podglądania. Dlatego w kursie nie ma ani jednej lekcji o śledzeniu dziecka.
„Jeśli coś Cię w sieci zdziwi, przyjdź do mnie. Telefon zostaje.”

Spokój zamiast strachu
Straszenie uczy dziecko głównie tego, że o internecie lepiej nie mówić. Dlatego nie opieram się na przerażających historiach ani na liczbach, których nie umiem podeprzeć źródłem.
„Spokojny rodzic to dziecko, które mówi, co się stało.”

Dwie liczby,
od których zacząłem
Cztery powody, dla których
powstała Netopieka
Słyszę je od rodziców w rozmowach i w wiadomościach. Każdy ma w kursie swój temat.

Rodzice nie wiedzą, od czego zacząć
„Gdybym tylko wiedział/a, jak to działa i co robić…” - to zdanie słyszę najczęściej. Internet dzieci zmienia się szybciej, niż da się go ogarnąć po pracy. Pokazuję, od czego zacząć, jednym krokiem na raz.

Dzieci wchodzą do sieci wcześnie
Siedmiolatek z tabletem to dziś zwyczajna sytuacja. Tego nie zatrzymamy, ale można go nauczyć, co zrobić, gdy ktoś obcy do niego napisze. Do tego nie trzeba być informatykiem.

Znam tę sprawę z drugiej strony
Zawodowo widzę, jak organizacje zabezpieczają dane i jak rzadko ta wiedza trafia do domów. Tłumaczę ją na sytuacje, które znasz: jak zagadnąć przy śniadaniu, co pokazać dziecku na ekranie, kiedy się wtrącić.

Straszenie nie działa
„Nie rozmawiaj z obcymi” już nie wystarcza, bo obcy jest w telefonie dziecka. Dziecko musi umieć rozpoznać, że coś jest nie tak, wiedzieć, co zrobić, i do kogo pójść. W kursie uczę tego bez wywoływania paniki.
Trzy zasady, których pilnuję
W internecie nie brakuje porad o bezpieczeństwie dzieci. Brakuje takich, które da się zrobić jeszcze tego samego wieczoru.
Każda rada kończy się czynnością
Po każdym module masz coś do wydrukowania, powiedzenia dziecku albo ustawienia w telefonie.
Liczby mają źródło
Statystyka bez źródła to plotka. Przy każdej liczbie podaję instytucję, tytuł badania i rok. Jeśli nie umiem tego podać, liczby nie używam.
Spokojnie, także o trudnych sprawach
Grooming, sexting, cyberprzemoc: mówię o tym wprost, ale bez horroru i bez clickbaitów.
Najprościej od trzech minut
Zrób darmowy test. Po 10 pytaniach wiesz, co już jest na miejscu, a nad czym popracować przed pierwszym telefonem. Kurs możesz obejrzeć potem.
Rozpocznij darmowy test Zobacz kurs